• ul. J. Długosza 7, 27-600 Sandomierz
  • (15) 832-52-45

Adam Bień

Wszystkie informacje o naszej szkole

Adam BieńSandomierskie Gimnazjum i powstałe w jego miejsce w wyniku reformy I Liceum Ogólnokształcące, szczycą się wieloma znakomitymi wychowankami. Są wśród nich pisarze, poeci, artysci, politycy, lekarze, prawnicy, nauczyciele. Rozrzuceni po całym świecie zbierają się w ważnych dla Szkoły i Miasta momentach - najczęściej na organizowanych Zjazdach Absolwentów. Jednym z tych, którzy na owych zjazdach bywali, zabierali głos, wspominali minione czasy był niedawno zmarły, jeden z najznakomitszych synów Ziemi Sandomierskiej i najwybitniejszych absolwentów Szkoły - Adam Bień był człowiekiem niezwykłym, człowiekiem legendą, Jego mądre wypowiedzi pozostaną na zawsze w pamięci tych, którzy mieli honor Go znać osobiście.

Adam Bień urodził się 14 grudnia 1899 roku w starej wsi pochodzenia węgierskiego - Ossali, leżącej w połowie drogi pomiędzy Połańcem a Osiekiem, półtora kilometra od Wisły. "Tu się urodziłem. Tu jest kolebka mojego istnienia: jedyne w świecie miejsce, z którym łączy mnie i z którym odczuwam nieuchwytny, ale mocny związek pokrewieństwa". Pochodził z biednej, ale bardzo pracowitej rodziny chłopskiej. Jego rodzice Walenty i Franciszka z Wiącków rozpoczynali wspólne życie na 12 morgach piaszczystej ziemi. W wyniku kupna kilku kolejnych działek ukształtowało się gospodarstwo o obszarze 63 mórg z solidnymi nowymi budynkami drewnianymi. Obydwoje rodzice byli analfabetami, tak jak zdecydowana większość ówczesnej społeczności wiejskiej - nie mieli żadnego wykształcenia szkolnego, ale matka nauczyła się czytać tekst drukowany.

Był jedenastym spośród trzynaściorga rodzeństwa. Jednakże siedmioro starszych dzieci zmarło, a sześcioro osiągnęło wiek dojrzały i doczekało starości. "Głębokie ubóstwo panować musiało w pierwszym domu rodziców mych w Ossali, skoro zima /wszystkie dzieci zmarły w zimę/ była zagrożeniem dla każdego bytującego w nim dziecka, zwłaszcza że zapracowani rodzice nie mieli możliwości roztaczania nad nim pełnej opieki". Wychowaniem pięciorga młodszego rodzeństwa zajmowała się w zastępstwie zapracowanej matki - najstarsza z sióstr - Leonia: dawała im jeść, kąpała je, ubierała na okazje świąteczne, a nawet sama szyła ubrania. W okresie dzieciństwa Adaniu /tak zwracała się do niego matka /oraz jego młodszy brat Józek pasali krowy, wykonywali wszystkie czynności pomocnicze w gospodarstwie, czasami bawili się. Pierwsze oświecenie umysłu małego Adania nastąpiło pod wpływem udziału w nabożeństwach w kościele parafialnym w Niekrasowie. Tutaj także uległ po raz pierwszy czarowi muzyki, na którą podobnie jak siostry miał wrodzoną wrażliwość. Edukację szkolną rozpoczął w Rosyjskiej Jednoklasowej Szkole Początkowej w Ossali, do której uczęszczał tylko jedną zimę /1909-1910/.

Ponieważ matka bardzo przeżywała stratę kolejnych swoich dzieci, po urodzeniu Adama złożyła uroczyste ślubowanie przed ołtarzem Madonny Niekrasowskiej, że jeżeli syn będzie żył, wykształci go na księdza. Dlatego zapewne w okresie wakacji chodził na dodatkowe lekcje do miejscowego nauczyciela; również dlatego pod koniec sierpnia 1910 roku rodzice zawieźli go do Samborca, gdzie miał go uczyć nauczyciel miejscowej szkoły /krewniak/ o nazwisku Głodo. Edukacja ta a raczej jej próby, nie były jednak wiele znaczącymi dla rozwoju umysłowego Adasia, skoro mówi o sobie po wstąpieniu do gimnazjum: "ciemny wyrostek wiejski" W styczniu 1911 roku po nieudanym egzaminie wstępnym do Państwowego Progimnazjum Rosyjskiego w Sandomierzu jego edukacją zajął się nauczyciel z Sandomierza Jan Zwolski i dopiero w maju 1911 roku po ponownym egzaminie, ku radości rodziców i swojej staje się uczniem tej upragnionej - przede wszystkim przez matkę-szkoły. Lata 1911-1920 to nauka w Sandomierskim Gimnazjum-szkole z tradycjami, głośnej i elitarnej na całą okolicę, mieszczącej się w sławnym budynku Collegium Gostomianum. "Przyjęcie mnie do gimnazjum było aktem nieformalnej, ale doniosłej nobilitacji społecznej i nadało mi cenzus pozwalającym na prawach równości wstąpić w środowisko szlachecko-mieszczańskie, którego styl panował niepodzielnie i obowiązywał w starej, ciągle jeszcze zacofanej Polsce i w sandomierskich sferach szkolnych". Było to środowisko obce dla "ciemnego wyrostka wiejskiego", ale szybko się w nim odnalazł i dobrze w nim poczuł. "Musiałem się uczyć po prostu wszystkiego z zakresu elementarnych zasad kulturalne go sposobu bycia: poprawnego języka polskiego, którym po raz pierwszy miałem teraz mówić, zachowania się w towarzystwie, w szkole, w domu, przy stole, na ulicy, we wszystkich stosunkach międzyludzkich:. Sandomierz był w tym czasie pod okupacją rosyjską, ale panował tu niepodzielnie - jak wspomina Adam Bień - "milczący duch polski". Językiem wykładowym w Gimnazjum był rosyjski, tylko religii języka polskiego nauczano w języku polskim. Celu władz carskich: pozbawienia młodzieży polskiej wrodzonego ducha polskiego i zrusyfikowanej jej -szkoła nie osiągnęła. Prawdziwymi "kapłankami polskości" były właścicielki stancji. Także starsi koledzy szkolni uczyli młodszych uczniów prawidłowej mowy polskiej /"biada rusycyzmom"/, historii i kultury polskiej. Wpajano im ideę Polski niepodległej i konieczności walki o tę Polskę. Dbano także, by młodzież czytała dobre książki. "Czytali więc wszyscy i czytałem ja. Sienkiewicz Ogniem i mieczem, Gąsiorowski Huragan, Przyborowski, Kraszewski. Literatura polska, zupełnie dotąd nieznana, stała się dla nas odkryciem i objawieniem. Niektóre sceny z Ogniem i mieczem inscenizowaliśmy". Ośrodkiem polskości w Sandomierzu była także biblioteka publiczna, gdzie często spotkać można było Romana Kosełłę, a także księgarnia sióstr Chodakowskich na ulicy Zawichojskiej. Wydaje mi się dziś, że atmosfera promieniującej w mieście i społeczeństwie kultury polskiej oraz powszechnej, choć milczącej, postawy Polaków, budujących mozolnie i bez względu na straty zręby przyszłego niepodległego państwa polskiego, że ta atmosfera i postawa Polaków udzieliła się nawet Rosjanom, nauczycielom naszej szkoły. Z reguły byli to przecież ludzie o wysokim wykształceniu i kulturze. Nauczyciele rosyjscy byli ludźmi w większości dobrzy i życzliwi dla uczniów. Lekcje prwadzili sumiennie, stawiali uczniom wysokie wymagania w zakresie wiedzy i zachowania, sprawiedliwie oceniali ich postępy. W czasie przerw międzylekcyjnych, przed lekcjami i po lekcjach rozbrzmiewała swobodnie głośno mowa polska nikt tej mowy nie próbował nawet krępować. Ponadto już samo znalezienie się wśród starych budowli sandomierskich, w zasięgu legendarnego orła polskiego zawieszonego na wieży ratusza powodowało oddziaływanie bez "fluidów polskości" na młodych, wrażliwych chłopaków. W tej atmosferze kształtowała się osobowość Adama.

Jesienią 1912 roku wstąpił do zakonspirowanej Drużyny Skałtowej im. generała Michała Sokolnickiego. W czasie zbiórek, które odbywały się w Dołach Zawichojskich ćwiczyli musztrę wojskową oraz strzelanie. W czerwcu 1914 roku zdał egzamin do klasy IV i wyjechał na wakacje do Ossali.. 28 czerwca 1914 roku nastąpił głośny zamach w Sarajewie i wybuchła I wojna światowa. W wyniku walk armia carska wycofała się na wschód, a Sandomierz znalazł się pod okupacją austriacką. Jesie>nią 1915 roku powstała inicjatywa społeczna tzw. Konsorcjum, które 4 listopada otworzyło Męską Szkołę Filologiczną w Sandomierzu, stanowiącą kontynuację gimnazjum rosyjskiego i przyjęto do odpowiednich klas byłych uczniów bez egzaminu. "Do tej szkoły przywieźli mnie rodzice w listopadzie 1915 roku" Teraz nauka odbywała się w języku polskim. Do szkoły przyszli wspaniali polscy nauczyciele, których wpływ na osobowość młodych chłopców był ogromny. "Chyba wtedy, w tym wojennym i okupacyjnym Sandomierzu ugruntowała się zarysowana poprzednio moja osobowość Polaka, późniejszego Wiciarza. Szkoła wychowywała młodzież w atmosferze pełnej swobody myśli i słowa, słowa mówiącego i pisanego. Wolność ludzi, równość ludzi, wolność myśli, nie ma tematu "tabu", nie ma doktryn świętych, nie ma ludzi nieomylnych, każdy i wszystko podlega krytyce, wolność wypowiedzi wszelkich przekonań- oto hasła, w które na całe życie utkwiły w mojej osobowości Wiciarza". I dalej Adam Bień równie pięknie mówi o naszej szkole i nauczycielach: wybitni pedagodzy grono legendarne i niepowtarzalne wypełniali sumiennie swoje obowiązki: dydaktyczne i społeczno wychowawcze duch ani przemoc zaborcy nie ciążyły już nad szkołą i nie ciążyła nad nią żadna natrętna doktryna ukończyłem krystaliczne polskie gimnazjum w Sandomierzu przyświecał jej cel jeden: wychować uczniów na dobrych Polaków, którzy wywalczą i umocnią niepodległość swojej ojczyzny i uczynią z niej państwo wolności, dobrobytu i sprawiedliwości społecznej, nauczyciele nas i w sposób oczywisty kochali młodzież, co sprawiało, że między nauczycielami, a uczniami kwitła wzajemna przyjaźń, nie manifestowali swej wyższości, stosowali wobec młodzieży metodę wyrozumiałego demokratyzmu w atmosferze swobody młodzież wypowiadał się śmiało i twardo na co wychowawcy odpowiadali spokojnym gestem aprobaty albo uśmiechem wyrozumiałego powątpiewania, tak jakoś było w owej szkole, że nawet negatywne reakcje nauczycieli zbijały nas z tropu.

Powyższe stwierdzenia to ogromna pochwała szkoły i nauczycieli - jestem przekonany, że zasłużona. Przecież już wtedy, przed ponad 70 laty stosowano formy pracy z młodzieżą, których również obecnie żadna szkoła by się nie wstydziła. Są one w dalszym ciągu atrakcyjne i cenione. W roku szkolnym 1916/17 powstał Samorząd Uczniowski, działający bardzo nowocześnie i prężnie. Obejmował on swoim działaniem wszystkich uczniów. Każda klasa stanowiła gminę, a najwyższą władzą w gminie był sejmik, czyli zebranie wszystkich członków. Naczelną władzą nad gminami była Rada Okręgowa Gmin. Wszystkie osoby funkcyjne w samorządzie były wybierane. Samorząd był wśród młodzieży popularny i ceniony. Przy gminach powstawały zespoły specjalistyczne, np. koło historyczno - literackie obejmujące również redakcję i administrację pisma młodzieży szkolnej "Spójnia" Pomoc Bratnia, koło wychowawczo - zabawowe obejmujące także działalność teatru amatorskiego oraz kółka łyżwiarskiego; orkiestra, komisja klubowa, sklepik szkolny, biblioteka, koło sportowe. Działała także drużyna skautowa, a przy niej dalsze koła specjalistyczne: historyczno - archeologiczne, statystyczno - ekonomiczne i przyrodnicze. Szkoła była pełna młodzieży zarówno w dni powszednie, jak również w święta. Spośród nauczycieli Adam Bień wspomina przede wszystkim Aleksandra Patkowskiego, który był nie tylko wspaniałym wykładowcą języka polskiego i literatury, ale także opiekunem Samorządu Uczniowskiego i inspiratorem oraz promotorem wszystkich ważniejszych poczynań młodzieży. Adam Bień był uczniem zdolnym, ambitnym i bardzo chętnym do wszelkich działań pozalekcyjnych. Był sekretarzem redakcji pisma "Przebłysk", a później dziennikarzem systematycznie piszącym w "Spójni". Grał w teatrze amatorskim prezentującym się w remizie strażackiej, gdzie znajdowały się scena, kulisy oraz urządzenia oświetleniowe i kurtyna. Z udziałem A. Bienia wystawiono m.in "Dożywocie", "Zemstę" i "Wielkiego człowieka do małych interesów" Fredry oraz "Kościuszkę pod Racławicami". Jednak największym jego osiągnięciem aktorskim była rola Gustawa w "Ślubach panieńskich" Fredry i tę rolę wspominał najchętniej wspominał. Adam Bień śpiewał także w czterogłosowym chórze męskim, a nawet wykonywał partie solowe. Chór występował podczas uroczystości szkolnych oraz w katedrze sandomierskiej.

Przez pewien czas pobierał naukę gry na fortepianie. W szkole organizowane były bale, zabawy i wycieczki po najbliższej okolicy Sandomierza. Młodzież brała udział w manifestacjach, pochodach i wiecach związanych z rodzącą się w bólach niepodległością. Adam Bień oraz jego koledzy brali udział w operacji wyzwolenia Sandomierza spod okupacji austryjackiej. Młodzież pilnowała obiektów publicznych, a więc pełniła warty w budynku starostwa, Prochowni, przy przewozie nad Wisłą, w więzieniu, itd. Polska odzyskała niepodległość 11 listopada 1918 roku. Po okresie rozluźnienia spowodowanego przełomem politycznym młodzież na nowo zabrała się do solidnej nauki nadrabiając zaniedbania. Pod koniec roku szkolnego 1918\19 zorganizowano klasową kilkudniową wycieczkę do Warszawy. Adam Bień wraz z kolegami, pociągiem, pod opieką dyrektora Jana Łopuszańskiego i nauczyciela Aleksandra Patkowskiego udali się aby obejrzeć po raz pierwszy Warszawę-stolicęPolski. Było to dla nas wszystkich olbrzymie przeżycie-możliwość rozkoszowania się odzyskaną wolnością. Inna wycieczka, którą A. Bień mile wspomina, to wyprawa statkiem do Kazimierza.

Szkoła dotychczas była prywatna, dopiero latem 1919 roku została upaństwowiona i zmieniła nazwę. Adam Bień kończył więc naukę już w szkole polskiej-Gimnazjum Państwowym w Sandomierzu. Matura była trudna, przeprowadzona pod tendencyjnym nadzorem delegata z ministerstwa. Spośród 17 absolwentów szkoły pierwszą maturę w wolnej Polsce, w Sandomierskim Gimnazjum Państwowym zdało ośmiu. Pomyślnie przeszli egzamin maturalny: Bolesław Babski, Tadeusz Bartkowski, Adam Bień, Michał Dziadowicz, Józef Głąbiński, Jan Nossek, Stanisław Ornatkiewicz, Piotr Suszycki. 23 czerwca 1920 roku otrzymali oni świadectwa dojrzałości i opuścili szkołę. Po maturze 18 lipca 1920 roku wraz z innymi kolegami z dziedzińca Gimnazjum Adam Bień jako ochotnik wyruszył na wojnę. Będąc żołnierzem kompanii karabinów maszynowych, walczył przeciw bolszewikom, przyczyniając się, wraz z wieloma innymi młodymi ludźmi, do ocalenia ledwie okrzepłej po wyzwoleniu Polski. W latach 1921 - 28 odbył wyższe studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, zdobył tytuł magistra i po dwuletniej aplikacji sądowej uzyskał profesjonalny status sędziego orzekającego. Urząd ten sprawował od sierpnia 1928 roku do wybuchu II wojny światowej, a także w czasie wojny - do 1 sierpnia 1944 roku, cały czas w Sądzie Okręgowym w Warszawie. W sierpniu 1923 roku poślubił sandomierzankę Zofię Ziorko i od tego czasu zamieszkali w Milanówku.

Na stanowisku sędziego czuł się bardzo dobrze i uważał go za wysokie. Byli szczęśliwi. Wraz z żoną, synem Januszem i córką Hanią wakacje spędzali atrakcyjnie. Szczególnie mile wspomina urlop roku 1936 spędzony z rodziną w Tatrach i w roku 1936 w Muszynie. "Nigdy nie zapomnę obrazu oraz smaku tgo "przedwojennego" szczęścia, które nie powtórzyło się już nigdy i nigdy potem nie byliśmy już tacy jak wtedy". Od lat młodzieńczych był działaczem ruchu ludowego. W roku 1917 rozpoczął pracę społeczną w kołach i związkach młodzieży wiejskiej. Był jednym z organizatorów i wybitnych działaczy Związku Młodzieży Wiejskiej Rzeczpospolitej Polskiej "Wici" -w roku 1928 został wiceprezesem, a w latach 1929-31 pełnił funkcję prezesa Zarządu Głównego tej organizacji. W latach 1925-30 był prezesem Związku Teatrów Ludowych. Wiejska przeszłość oraz praca społeczna na wsi w okresie szkolnym i studenckim uczyniły z niego "Wiciarza". Wiciarze stawiali przed sobą wielki cel: chcieli, aby ludzie żyli w wolności i dobrobycie, w Polsce nowej, ludowej, zjednoczonej, wolnej, demokratycznej i sprawiedliwej. Zasady ideologiczne "Wiciarzy" sformułował nie kto inny, jak właśnie Adam Bień i przedstawił je w referacie wygłoszonym 28 czerwca 1928 r., na tysiącosobowym, historycznym Zjeździe w Warszawie. "Wolność myślenia, wolność i śmiałość wypowiedzi i publikacji, wolność działania, równość ludzi, demokracja, sprawiedliwość społeczna" - zasady te wyznawał do końca życia.

Wybuch drugiej wojny światowej dla Adama Bienia to ogromna rozterka i dramat. Nie wie co uczynić, gdzie się udać, jak zabezpieczyć rodzinę. Później dołączyło do tego poczucie "klęski całkowitej". Działalność konspiracyjną rozpoczął całkiem przypadkowo, a punktem wyjścia było spotkanie towarzyskie w Ossali. Poznał wtedy partyzantów z legendarnej grupy "Jędrusie", z którymi wziął raz udział w ataku na pociąg kolejki wąskotorowej w okolicy Staszowa. Od wiosny 1940 roku jego zaangażowanie konspiracyjne miało już charakter w pełni świadomej i celowej działalności w Stronnictwie Ludowym "Roch". Pełni tam funkcję przewodniczącego komisji prawnej i był członkiem Centralnego Kierownictwa Ruchu Ludowego. W maju 1943 roku został mianowany pierwszym zastępcą Delegata Rządu RP na kraj z tytułem ministra, a rok później członkiem Krajowej Rady Ministrów Rządu RP w Londynie - kierował resortem sprawiedliwości. Pełnił także funkcję pierwszego zastępcy wicepremiera Stanisława Jankowskiego. Był członkiem władz cywilnych Powstania Warszawskiego i podziemnej organizacji polityczno - wojskowej "Niepodległość". Współpracował z pismami konspiracyjnymi ruchu ludowego m.in.: "Orka", "Polska Ludowa". Nosił pseudonim "Alfa", "Witold Bronowski", "Walkowicz".

28 marca 1945 roku wraz z piętnastoma innymi przywódcami Polski Podziemnej został podstępnie aresztowany przez NKWD, wywieziony do Moskwy i osadzony w wiezieniu na Łubiance. W wyniku krzywoprzysiężonego tzw. "procesu szesnastu" za "organizowanie i kierowanie polskimi organizacjami nielegalnymi oraz prowadzenie działalności wywrotowej" został skazany na 5 lat więzienia. Dzięki staraniom żony Zofii /zmarła 10 lipca 1982 roku; pochowana na cmentarzu katedralnym w Sandomierzu/ Adam Bień został zwolniony pół roku przed zakończeniem kary i w sierpniu 1949 roku powrócił do kraju. Przez następne lata nie mógł znaleźć pracy jako prawnik, co związane było z jego działalnością i osądzeniem. Skazany został ponownie - tym razem na zapomnienie. Z konieczności zajął się więc tłumaczeniem literatury rosyjskiej, zwłaszcza beletrystyki. Dopiero w roku 1953 podjął praktykę adwokacyjną w Przasnyszu gdzie pracował do 1974 roku, to znaczy do chwili przejścia na emeryturę. Po przejściu na emeryturę powrócił w rodzinne strony - do Ossali, gdzie mieszkał do końca życia. Zmarł 4 marca 1998 roku w Warszawie w wieku 98 lat. Zgodnie z Jego wolą został pochowany na wiejskim cmentarzu w Niekrasowie. Pogrzeb odbył się 11 marca i miał charakter państwowy. Odszedł wybitny działacz ludowy, polityk, prawnik i pisarz. Swoje życie i działalność przedstawił w książkach autobiograficznych: "Bóg wysoko dom daleko" "Bóg wyżej dom dalej", "Listy z Łubianki", "Bóg dał, Bóg wziął".

W ostatnich latach życia otrzymał najwyższe odznaczenia państwowe, w tym również Order Orła Białego. Jednak niewątpliwie największą dla Niego nagrodą za działalność niepodległościową i poniewierkę było do czekanie wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej. "Mamy szansę" - mówił 11 listopada 1997 roku w Sandomierzu. "Ale musimy jako naród być mądrzejsi, aby nieaktualne było powiedzenie, że Polak jest głupi zarówno przed szkodą, jak i po szkodzie. Musimy się wystrzegać roszczeń, musimy zgodnie działać, musimy wierzyć, że ponad dobrem osobistym jest coś ważniejsze, coś, co powinno być święte - dobro Ojczyzny".