Wyjazd do Emmendingen (07.2008)

Wyjazd do Emmendingen oczami uczestnika (czyli tak zwana opowieść z przymrużeniem oka)

Kiedy jeszcze wakacje na dobre się nie rozpoczęły, kiedy jeszcze tak naprawdę nie zdążyliśmy zapomnieć o szkole, przyszło nam wyciągać ze strychu torby podróżne i zabrać się do pakowania klamotów na 8 dni, które mieliśmy spędzić w Niemczech.

Niedziela, 6 lipca, godzina 19. Jakby nie patrzeć pora wieczorynki. Nie dla nas jednak ta przyjemność. Punktualnie stawiliśmy się w wyznaczonym miejscu, przed autokarem, który miał nas zabrać w siną dal. A raczej w dal czarno-czerwono-żółtą. Tłum, zgiełk, rodzice po raz setny powtarzający swoim dzieciom, że mają na siebie uważać, a po środku tego zamieszania - oni: profesor Zbigniew Drobek oraz pięć reprezentantek Collegium Gostomianum. Cała ferajna sprawnie zapakowała sie do autokaru, po czym mogliśmy już ruszyć w podróż do południowo - zachodniego zakątku kraju naszych sąsiadów.

Przejazd nam się nie dłużył, wiadomo, jak to jest w autokarze: tu się z kimś pogada, tam się film obejrzy. Niestety, z przemierzania niemieckich autostrad relacji zdać nie mogę, bo brak niespodzianek w stylu "tu dołek, tam górka" sprawił, iż szybko zapadłam w kamienny sen. Po ponad 20 godzinach jazdy przybyliśmy do liczącego 26 tysięcy mieszkańców Emmendingen. Kiedy dotarliśmy na miejsce zakwaterowania, naszym oczom ukazał się duży plac, na którym równo, jakby od linijki (wszak "die Ordnung muss sein!"), poustawiane były wielkie białe namioty. Na terenie obozu zamieszkała iście międzynarodowa grupa młodzieży, złożona z Francuzów, Włochów, Rosjan, Ukraińców, Niemców i Polaków. Jak można przypuszczać, szybko znaleźliśmy wspólny język z zagranicznymi równieśnikami i dzięki temu możemy wspominać te nieprzespane noce, kiedy to śpiewało się przy ognisku, przy dźwiękach gitary, z braćmi Słowianami słynną ukraińską piosenkę "Pidmanula, pidvela".

By kreatywnie spędzić wakacyjny czas, strona niemiecka zorganizowała warsztaty dla młodzieży. I tak oto mieliśmy okazję do przeprowadzenia międzynarodowej dyskusji na temat Unii Europejskiej, spróbowania swoich sił w teatrze i fotografii, mogliśmy pomagać przy renowacji zamku Hochburg, czy też tańczyć gorącą salsę! Koledzy z południa (czytaj: Włosi) wykazali się olbrzymią inwencją twórczą, przy tworzeniu dla siebie osobnych warsztatów pod hasłem "siesta-fiesta". Całe dnie wylegiwali się w słońcu przed namiotem, natomiast w nocy doskonalili swoje umiejętności taneczno - wokalne.

Kolejnym przedsięwzięciem, które miało nam umilić czas spędzony w Niemczech, była organizacja kilku wycieczek. Dwa razy odwiedziliśmy pobliski Freiburg, gdzie chętni mogli wspiąć się na wieżę kościelną(co prawda schodków było kilkaset, ale cel uświęca środki, a widoki ze szczytu zapierały dech w piersiach). Miłą niespodzianką był wyjazd do "Europa Park", olbrzymiego parku rozrywki z kącikami charakteryzowanymi na poszczególne kraje europejskie. W ciągu jednego dnia mogliśmy przepłynąc się gondolą (niestety bez Włochów śpiewających "O sole mio"), gościć na hiszpaskiej arenie, czy też objadać się Milką na schodkach szwajcarskiego domku.

Jako że Emmendingen reklamuje się hasłem "Tor zu Schwarzwald", nie mogło zabraknąć wędrówki po Czarnym Lesie. O godzinie 23 grupa ochotników uzbrojona w latarki i prowiant ruszyła wraz z przewodnikiem ścieżkami górskimi. Droga przypominała wykres ruchu jednostajnie przyspieszonego, co przy ponad 25 kilometrach, jakie przeszliśmy, oznaczało, że musieliśmy być w naprawdę niezłej formie. W tym miejscu szczególne podziękowania chciałybyśmy złożyć na ręce Pani Eweliny Błajszczak - te godziny spędzone na siłowni pozwoliły nam znaleźć się na czele stawki i usłyszeć komplement od niemieckiego przewodnika, który stwierdził, że jest pod wrażeniem kondycji grupy polskiej. Warto dodać, iż na wieżę obserwacyjną, z której obejrzeliśmy wschód słońca, co było celem naszej wyprawy, dotarliśmy jako pierwsi, około pół godziny przed resztą uczestników. Na teren obozu powróciliśmy około godziny 7 rano. Z wielką radością udaliśmy się na zasłużony odpoczynek, ale jak się okazało, trwał on tylko 10 minut. Tego oto dnia udaliśmy się do Strasbourga. Głównym celem wycieczki było zwiedzanie Parlamentu Europejskiego. W trakcie wizyty w gmachu spotkaliśmy się z niemiecką europosłanką oraz uczestniczyliśmy w posiedzeniu Parlamentu, które dotyczyło Bangladeszu, a dokładniej zagrożeń czyhających na ten kraj. Oczywiście nie zabrakło długiego spaceru po urokliwym mieście.

Z ważniejszych atrakcji warto wymienić turniej piłki nożnej, w którym uczestniczyła polska drużyna niesiona dopingiem 3 fanek znad Wisły oraz Pana Profesora. Bawiliśmy się także na typowej niemieckiej...biesiadzie! Ach, cóż to była za biesiada! W sobotę, 12 lipca, na rynku głównym w Emmendingen obchodzono rocznicę stosunków partnerskich z Six-Fours-les-Plages oraz Newark-on-Trent. Z tej też okazji wokół sceny ustawiono mnóstwo ławeczek, które zapełniły się uczestnikami "Jugendforum" oraz, w przeważającej części, sympatycznymi niemieckimi emerytami. Spotkaliśmy się z ogromną życzliwością ze strony owych ludzi. Na stole królowała słynna niemiecka "Wurst", scenę natomiast, po kilku okolicznościowych przemówieniach, zdominowali Rosjanie prezentujący swoje narodowe tańce. Był więc i chleb, i igrzyska.

Podsumowując, spędziliśmy w Emmendingen wspaniałe dni, przeżyliśmy niezapomniane przygody, o których teraz po części Wam opowiedziałam. Chcielibyśmy gorąco podziękować zarówno wszystkim, którzy umożliwili nam ten wyjazd, jak i opiekunom.

wrzesień 2008 r., A

Zobacz zdjęcia